Problem pojawia się wtedy, gdy uświadomisz sobie, że tym skarbcem ktoś musi zarządzać. Twoi spadkobiercy mogą nie mieć zielonego pojęcia o biznesie, mieszkać za granicą albo chcieć korzystać tylko z lukratywnych przywilejów beneficjentów, zamiast pilnować prezesów. I tu pojawia się ryzyko: zarząd pozostawiony sam sobie, działający w próżni kontrolnej. Ustawodawca przewidział ten scenariusz. Dlatego wyposażył fundację rodzinną w obowiązkowy audyt (art. 77-81 Ustawy o fundacji rodzinnej). To potężne, momentami bezwzględne narzędzie kontroli.
Co naprawdę bada audytor?
Tutaj audytor wchodzi w rolę zewnętrznego recenzenta, który sprawdza, czy zarząd nie realizuje własnych planów kosztem Twojej rodziny. Badaniu podlega zarządzanie aktywami oraz zaciąganie zobowiązań. Kluczowe jest kryterium „zgodności z celem”. Jeśli zarząd kupi luksusowy apartament, audytor nie sprawdzi tylko aktu notarialnego. On zapyta: po co to kupiliście i jak to buduje majątek fundacji? To głęboka kontrola prawna, podatkowa i zarządcza.

Kto ma prawo „grzebać” w dokumentach?
Ustawa nie pozwala, by audytem zajął się przypadkowy księgowy. Do wyboru masz firmę audytorską lub zespół specjalistów. Jeśli wybierzesz zespół, muszą w nim zasiąść przedstawiciele trzech profesji: biegły rewident, doradca podatkowy oraz adwokat lub radca prawny. Taki skład gwarantuje, że przed kontrolą nic się nie ukryje. Audytorzy mają zresztą atomowe uprawnienia. Zarząd nie może odmówić im wydania jakichkolwiek dokumentów, historii transakcji, a nawet pełnej listy beneficjentów.
Brutalne zderzenie z praktyką
I tu dochodzimy do punktu, który budzi najwięcej kontrowersji. Ustawa stawia potężne wymagania dotyczące niezależności audytorów. Audytorem nie może być nikt, kto w badanym okresie pomagał fundacji, doradzał jej lub był powiązany z fundatorem. Przepisy są tu bezwzględne.
Co to oznacza w praktyce? Masz zaufanego mecenasa, który od lat prowadzi Twoje firmy i pomagał Ci pisać statut fundacji. Chcesz, żeby to on zrobił audyt? Zapomnij. Ustawa mówi: stop. Skoro doradzał fundacji choćby w błahej sprawie, jest wykluczony. Efekt? Do swojej prywatnej szafy z rodzinnymi tajemnicami finansowymi musisz wpuścić obcych ludzi z zewnątrz.
Jak często?
Zasada ogólna mówi: audyt trzeba przeprowadzić minimum raz na 4 lata. Sytuacja zmienia się, jeżeli fundacja jest dużym podmiotem i spełnia kryteria z ustawy o rachunkowości z art. 64 ust. 4. Wtedy audyt staje się obowiązkiem corocznym. Pamiętaj jednak, że co do zasady to Ty rozdajesz karty w statucie. Zgromadzenie Beneficjentów może zarządzić audyt doraźny w każdym momencie. Bez twardego audytu fundacja rodzinna szybko może stać się pułapką. Jest to jednak drogie i nie zawsze proste rozwiązanie.


